Hiszpański styl życia. 5 rzeczy, które najbardziej zaskakują Polaków i nie jest to sjesta
26 sierpnia 2026

Hiszpański styl życia. 5 rzeczy, które najbardziej zaskakują Polaków i nie jest to sjesta

Coraz więcej Polaków decyduje się na zakup nieruchomości i przeprowadzkę na hiszpańskie wybrzeże Costa del Sol, gdzie mieszkają na stałe lub kilka miesięcy w roku. Wraz z decyzją przychodzi jednak coś więcej niż zmiana adresu – to konieczność przestawienia się na zupełnie inny rytm życia. Co najczęściej zaskakują nowo przybyłych?

1. Czas płynie tu inaczej i wcale nie trzeba się tym stresować

Polska punktualność zderza się w Hiszpanii z kulturą, w której „manana”, czyli „jutro” bywa terminem elastycznym. Najszybciej można się o tym przekonać, gdy trzeba zrobić remont lub pilnie potrzebny jest fachowiec.

– Jeśli obiecuje przyjazd na dziesiątą, a pojawia się po południu albo następnego dnia, to tutaj nikogo to nie dziwi. Z czasem również Polacy uczą się, że warto podejść do tego ze spokojem – mówi Robert Reiski, współwłaściciel agencji nieruchomości By-Bright. – Paradoksalnie to, co na początku irytuje, później okazuje się ulgą: presja czasu, do której przywykliśmy w Polsce, po prostu tu nie istnieje.

2. Sjesta to nie wszędzie codzienność

Wbrew powszechnemu wyobrażeniu, w turystycznym pasie Costa del Sol sklepy i restauracje działają praktycznie cały dzień.

– Ta klasyczna, wielogodzinna sjesta funkcjonuje głównie w mniejszych miejscowościach w głębi regionu. W Marbelli czy Maladze większość miejsc jest otwarta – zaznacza Joanna Ossowska-Rodziewicz, współwłaścicielka By-Bright. Prawdziwym zaskoczeniem są za to godziny otwarcia sklepów spożywczych – dopiero od dziewiątej rano, a nie o szóstej czy siódmej jak w Polsce oraz krótsza praca banków, które kończą obsługę o godzinie czternastej.

3. Życie towarzyskie zaczyna się, gdy w Polsce już gasną światła

Kolacja o godz. 22, 23 i impreza rozpoczynająca się po północy to w Marbelli standard, a nie wyjątek. Życie towarzyskie zaczyna się wieczorem i trwa do nocy. Dopiero wtedy całe rodziny, razem z małymi dziećmi, wychodzą na wspólny posiłek.

– W restauracjach robi się wtedy naprawdę gwarno i radośnie: dzieciaki biegają między stolikami, dorośli rozmawiają, a kolacja potrafi ciągnąć się godzinami. To zupełnie inny rytm niż w Polsce – opowiada Joanna Ossowska-Rodziewicz.

Z kolei kluby nocne otwierają się najwcześniej o północy, a właściwa zabawa często zaczyna się dopiero koło pierwszej, drugiej w nocy. – Dla osób, które w Polsce przywykły do wcześniejszych godzin, to spore wyzwanie – przyznaje Robert Reiski.

4. Inne podejście do alkoholu

Jedną z rzeczy, które najbardziej zaskakują nowo przybyłych Polaków, jest zupełnie inne podejście do alkoholu w towarzystwie dzieci. Na hiszpańskich placach zabaw – nawet tych najmniejszych, osiedlowych – bardzo często stoi mały bar, w którym rodzice mogą zamówić kieliszek wina czy piwo, obserwując bawiące się pociechy.

– To jest coś, co na początku może Polaków zaskakiwać. W Hiszpanii kultura spożywania wina i piwa jest znacznie bardziej swobodna i mocniej związana z posiłkami oraz życiem towarzyskim. Wino jest wprawdzie objęte systemem akcyzowym, ale obowiązuje na nie stawka zerowa, natomiast piwo podlega akcyzie. Napoje te są kulturowo postrzegane inaczej niż alkohole wysokoprocentowe, choć oczywiście nadal są alkoholem i podlegają ograniczeniom, zwłaszcza w odniesieniu do osób niepełnoletnich – tłumaczy Joanna Ossowska-Rodziewicz.

5. Każda miejscowość ma swoje święto

Hiszpanie świętują częściej i zwykle w większym gronie niż Polacy. Poza świętami ogólnokrajowymi każda gmina organizuje własne festyny, koncerty i wydarzenia dla mieszkańców – i to kilka razy w roku, a latem niemal bez przerwy.

– Adaptacja do hiszpańskiego stylu życia to proces, w którym zdziwienie, a czasem irytacja ustępują miejsca innym, pozytywnym doświadczeniom. Zamiana pośpiechu na spokojniejszy rytm to coś, do czego trzeba dojrzeć. Ale gdy się to uda, trudno wrócić do starych nawyków – podsumowuje Joanna Ossowska-Rodziewicz.